Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


Dodaj komentarz

Wakacje.

Porzeczki prosto z krzaka. Woda ze szlaucha. Stopy brudne jak czarna ziemia. Śmiech do rozpuku.

Po prostu wakacje.


2 komentarze

chłopięcy świat

Dziewczęcy świat jest mi dobrze znany. Chłopięcego wciąż się uczę. Choć fascynuje mnie od dawna. I przyznaję , tak z ręką na sercu, małe resoraki porozrzucane po całym naszym domu są dla mnie teraz jego największą ozdobą. A widok synów zasypiających z samochodzikiem w ręku wzrusza mnie do łez, za każdym razem. I chęć posiadania pickupa lub campervana coraz większa. Może nie teraz, zaraz, już… ale kiedyś tam. No bo czemu by nie?!

Zdjęcia wykonane na Berkshire Motor Show.


2 komentarze

Helik

Przeglądam stare zdjęcia i trafiam na zdjęcie robota. I w jednej chwili przypomina mi się pewna historia właśnie z nim w roli głównej. To cyber-stworzenie to dzieło naszych rąk: szanownego Małżonka, Pięciolatki, Trzylatka, no i moich. Dużo energii włożyliśmy w jego zaistnienie, prawie tyle samo co papieru toaletowego. Oko może tego nie dostrzegać, ale ów młodzieniec stoi na baczność tylko dzięki sześciu rolkom tego szlachetnego materiału. Pozostałe jego wnętrzności niech pozostaną dla Was sekretem, a w tym przypadku niechaj liczy się tylko zewnętrze. A to, zdradzę, jest wykonane ze srebrnej foli, pokrytej dodatkowo folią niesrebrną, by się ta pierwsza trzymała kupy, to znaczy papieru do… robota.

Nasze najmłodsze dziecko w ogóle nie było zainteresowane pracą zespołową. Jak przystało na indywidualistę, siedział gdzieś w kącie wypięty do nas plecami i przeglądał swoje książeczki. Kiedy zadanie domowe było już prawie wykonane, to znaczy robot trzymał się w pionie, przyszła pora na to, by nadać mu jakieś imię. Cztery mózgi zaczęły pracować nad nazwaniem jakoś tego gościa. Wtem znad książek odwraca się niemal dwuletni wtedy Filip, spogląda na robota i mówi: O, Helik! Na to Córka: To Wy się znacie?!

Doprawdy, powiadam Wam: od dawna wiedzieliśmy, że nasze trzecie dziecko jest z jakiejś innej planety, na której dużo się mówi. Stworzenia z tak rozwiniętym ośrodkiem mowy to ja w życiu nie spotkałam. Nie pamiętam jego pierwszych słów, pamiętam za to jego pierwsze zdania oraz fakt, że w wieku niespełna dwóch lat śpiewał hymn Polski. „Co nam owca przemoc wzięła” to mój ulubiony fragment w jego wykonaniu.

W wieku dwóch  lat i trzech miesięcy do polskiego zaczyna dołączać angielski. W ogóle to jest dokładnie ten moment, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Sześciolatka, Czterolatek i Dwulatek coraz częściej rozmawiają ze sobą po angielsku, mimo tego, że my nigdy do nich nie mówimy w tym języku. Sześciolatka nasiąka nim w szkole, Czterolatek w przedszkolu, Dwulatek uczy się od nich, a wszyscy razem chłoną z książek , bajek i placu zabaw. Wprowadzenie trzeciego języka nie byłoby głupim pomysłem na tym etapie rozwoju. W tym wieku to nie nauka, to zabawa.

Dwulatek mówi ostatnio do mnie: Mama, ale ja mam hiccups.

Żeby się nam tylko to wszystko czkawką nie odbiło.

 

 

 


Dodaj komentarz

Virginia Water i rododendrony

– Mamo – zaczepia mnie przy zlewie Czterolatek – wiesz, jak Laura będzie mamą, a my z Filipem tatami to będzie bardzo fajnie!

– Dlaczego?

– Bo będziemy myli naczynia i mogli używać tyyyyle płynu ile tylko będziemy chcieli.

Janku, Synku!

O marzeniach, podobnie jak o gustach, się nie dyskutuje. Niemniej życzę Ci żeby wszystkie się spełniły.

Wiedz, że nie wszystko Ci z Twoim Tatą dozujemy tak jak płyn do mycia naczyń. Tlenu i słońca nigdy Ci nie żałujemy, dlatego co weekend zabieramy Cię i Twoje rodzeństwo gdzieś za miasto. Dowodem tego dołączam zdjęcia z ostatniej naszej wyprawy.

Ostatnimi czasy byliśmy na przykład w tym samym miejscu co wtedy jesienią, gdy po raz pierwszy dostałam od Waszej Trójki  z liścia. Po tamtej wizycie długo dochodziłam do siebie, bo nie mogłam otrząsnąć się z zachwytu nad jesienią. Teraz mam to samo, tylko że powodem jest lato. Co tu dużo mówić, Virginia Water jest piękna o każdej porze roku. W szczególności wtedy, kiedy kwitną tam różaneczniki (rododendrony, ang. Rhododendron).

Zapamiętaj!

PS. A teraz pozwól, że wrócę po raz piąty tego dnia do zlewu. Ale ze mnie szczęściara!


Dodaj komentarz

atak w Londynie

Jesteś.

Pracujesz. Uśmiechasz się. Rozmawiasz. Jesz. Pijesz.

Robisz co do ciebie należy. Każdego dnia.

Udajesz, że się nie boisz.

Przed Nimi. Przed Nim na szczęście nie musisz.

I śpisz gorzej nie przez wirusa, który przyszedł i za kilka dni pewnie odejdzie.

Ty drżysz przed tym co nadejść może.

Co Twój i Ich dzisiejszy porządek w jutrzejszy chaos zamieni.

Nasz wspólny raj. W piekło.

Oglądacie teraz ze mną BBC. Pytacie się mnie co się wydarzyło w nocy w Londynie, a ja nie wiem co Wam odpowiedzieć. Chyba po raz pierwszy w życiu. Kiedy kilka tygodni temu dostałam od Waszej cioci smsa o treści: „Justyś przed chwilą była strzelanina pod Parlamentem. Jestem cała.” Zamarłam na chwilę. Moja siostra była wtedy o kilkaset metrów od tamtych wydarzeń, a kilka chwil wcześniej dokładnie w miejscu, w którym doszło do ataku terrorystycznego. To się nie dzieje gdzieś w świecie, to się dzieje tu.

Dzieciaki, boję się tego dzisiejszego świata. I nie będę udawała, że jest inaczej.


Dodaj komentarz

Mamo

Dziękuję,

że mnie urodziłaś, pomimo małego metrażu  i innego w tamtym czasie planu na życie,

za uśmiech na Twojej twarzy ,

za Twój spokojny głos,

za Twoją życiową mądrość,

za moje rodzeństwo.

Za to, że umiałaś, kiedy nadszedł taki czas, kochać za dwoje,

za wspólny pacierz przy łóżku,

za to, że umiałaś zaklinać nie zawsze łatwą rzeczywistość.

Za możliwość własnego wyboru,

koloru ścian w pokoju, ubrania, przyjaciół, zajęć pozalekcyjnych, szkół, studiów,

za możliwość wyboru męża, za to, że mógł być mężczyzną z krwi i kości, a nie musiał być księciem z bajki,

że nie suszyłaś mi głowy o ślub, jak to robili inni.

Za te, że kłamałaś, że poród nie boli.

Za to, że nie protestowałaś jak postanowiłam wyemigrować z kraju,

że umiesz za każdym razem powstrzymać łzy, gdy wyjeżdżam.

Za zaufanie, którym mnie zawsze darzyłaś, przez co nigdy nie musiałam się buntować.

Za swój mały własny świat.

Poza tym,

za to, że napisałaś list do dyrektora MZK by anulował mi mandat, po tym jak zapomniałam skasować bilety za połowę klasy.

Za schludny i czysty dom, zawsze pięknie ozdobiony na święta,

za lalkę, którą wyciągnęłaś z górnej szafki, gdy chorowałam,

za to, że nie opuściłaś żadnego mojego przedstawienia.

Za możliwość pracy w wieku 15 lat.

Za to, że powiedziałaś, że nigdy moich kredytów spłacać nie będziesz.

Za miłość do moich dzieci.

Za to, że póki tego potrzebowałam byłaś blisko, a później puściłaś wolno.

To, że czuję się szczęśliwym, odważnym i wolnym człowiekiem

to w dużej mierze Twoja zasługa.

 

Dziękuję za zwykłe dni,

wszystkie drobnostki.

Za niezwykłą miłość.

Odwdzięczyć Ci się za wszystko nie sposób,

Jedyne co mogę to przekazać tę miłość dalej swoim dzieciom.

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz

Kornwalia. Bodmin.

O ile Eden Project w Kornwalii to genialny pomysł na spędzenie czasu dla dzieci w wieku szkolnym i dla dorosłych, o tyle przejażdżka zabytkowym składem ciągniętym przez parowóz to nie lada gratka dla ludzi poniżej metra (czytaj: przedszkolaków).  Podróż do Bodmin, bo stamtąd rusza pociąg z przeszłości do stacji Boscarne Junction zajęła nam jakieś pół godziny, ale dostarczyła wielu wrażeń.

Zdążyliśmy też przez ten czas zgłodnieć (jak to my). Nie zastanawiając się więc długo wyruszyliśmy na krótki marsz wielbłądzim szlakiem (Camel trail) szukać jakiejś przydrożnej knajpy. W Camel Trail Tea Garden zjedliśmy niespieszny, kornwalijski lunch składający się oczywiście z cream tea i cornish pasties, i powróciliśmy również marszem do naszego zabytkowego pociągu. A nim wróciliśmy do Bodmin, gdzie czekał na nas nasz samochód. Dzieci do tej pory wspominają tę wycieczkę, chociaż minął od niej rok.