Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


Dodaj komentarz

Znane miejsce na Ziemi

Niebawem opuszczamy na jakiś czas ten nasz angielski dom i jedziemy do kraju dobrze nam znanego i ukochanego. Po 5 miesiącach rozłąki postanowiliśmy zrobić sobie mały urlop. Już za kilka dni: witaj Polsko, kraju pachnący świeżo upieczonym chlebem, domem, miłością.

W końcu odpoczniemy od nowości: nowych ludzi, rzeczy, jedzenia, miejsc, języka. Zmysły nam odpoczną. Oczy i uszy nie będą musiały być już tak szeroko otwarte. Przez kilka dni pochodzimy dobrze znanymi nam ścieżkami. Otworzę okno mojej sypialni i będę słuchała dzwięków dużego miasta. Upiekę ciasto w mojej ukochanej kuchni. Przejadę się tramwajem. Kupię sobie na rynku świeże buraki, których tu moje oczy nie dostrzegły.

Uściskam moją Mamę, babcię, brata, przyjaciól. Potańcuję na ślubie mojej kuzynki. Zapalę znicze na grobach moich bliskich. Powiem Laurze: „Tu się wszystko zaczęło”.

Będzie super.

A potem  wrócimy do Anglii…do kraju piętrowych autobusów, gotowanych buraków i wciąż jeszcze obcego języka. Dalej będziemy oswajać się z tym krajem i … z jego pogodą.

Lubię życie w tych dwóch światach.


1 komentarz

Ciasteczkowy Potwór

Zmierzając dzisiaj rano na śniadanie do kuchni, natknęłam się w przedpokoju na reklamówkę pełną słodyczy. Moja wspaniałomyślna siostra kupiła mojej babci kilka paczek przeróżych angielskich ciasteczek. Niebawem lecimy do Polski (thank you God!), więc miała nadzieję, że je przekażę Helence. Moją uwagę przykuły ciasteczka Oreo, wydały mi się takie mało angielskie, poza tym nigdy wcześniej ich nie jadłam, więc postanowiłam się nimi poczęstować. Długo się nie zastanawiąc wyjęłam mleko z lodówki i nalałam sobie do szklanki.

Następnie:

Wzięłam jedno, przekręciłam,  polizałam,  zamoczyłam i zjadłam.

Wzięłam drugie, przekręciłam, polizałam, zamoczyłam i zjadłam.

Wzięłam trzecie, przekręciłam, polizałam, zamoczyłam i zjadłąm.

To samo zrobiłam 4, 5 i 6-temu ciasteczkowi;)

Będąc przy siódmym poczułam na sobie wzrok mojego rocznego dziecka. Laura milczała. Musiała być w szoku. Pewnie inaczej sobie wyobrażała Ciasteczkowego Potwora. Musiałam coś powiedzieć, by przerwać do zdziwienie. Rzuciłam więc:

ZERO SŁODYCZY. ZERO OGLĄDANIA REKLAM. WBIJ TO SOBIE DO TEJ MAŁEJ GŁÓWKI CÓRECZKO.

Proszę napiszcie mi, że też macie jakieś słabości.


4 komentarze

Karmienie piersią

Jako dziewięcioletnia dziewczynka przyglądałam się mojej Mamie karmiącej jej obfitą piersią moją młodszą siostrę. Obrazek ten wyrył się mocno w mojej pamięci, jako że Marta korzystała z tego dobrodziejstwa  przez okres ponad dwóch lat. Pamiętam Ją, wystrojoną w biało-czerwone lakierki (wskazujące na dorosłość), przyczepioną do piersi swojej rodzicielki, niczym jemioła do drzewa. Karmienie piersią  – wtedy – wydało mi się niczym innym jak tylko pasożytnictwem:)

Dziś widzę to inaczej. Po prawie roku karmienia piersią swojej córeczki śmiało stwiedzam, że to jednak bardziej protokooperacja (w obrębie jednego gatunku) niż pasożytnictwo. Jestem zdania, że  korzyści odnosi i dziecko, i mama.

Pokarm mamy zaspokaja wszystkie  potrzeby żywieniowe dziecka i ma wpływ na kształtowanie jego odporności. Zapewnia mu także bliskość fizyczną – uwagę mamy, ciepło jej ciała, bezpieczeństwo. Z tym wszyscy się chyba zgadzamy.

Jakie korzyści ma z tego mama? Co karmienie piersią dało mi?

  •  Zgubiłam kilogramy, które udało mi się przybrać  w okresie ciąży (20 kg!).  Podobno kobieta karmiąca piersią w naturalny sposób pozbywa się o 500  kalorii dziennie więcej  w porównaniu z mamą, która piersią nie karmi.
  •  Zaoszcżędziłam 45 GPB miesięcznie (tak podaje ulotka z NHS), nie kupując sztucznego mleka,
  • Zmniejszyło się ryzyko, że  zachoruję na raka piersi (mam taką nadzieję!),
  • Mogłam przespać wszystkie noce bez wstawania z łóżka i podgrzewania mleka,
  •  Mogę podrózować i przemieszczać się bez strachu, że zabieram ze sobą za mało pożywienia dla dziecka.

Przede wszystkim jednak karmienie piersią sprawia, że czuję się wyjątkowo potrżebna, ważna i taka niezastąpiona (jakie to egoistyczne i próżne…wiem, ale tak właśnie się czuję).

Uwielbiam moment, w którym nasze spojrzenia się spotykają podczas karmienia. Czuję wtedy wyjątkowy przepływ  emocji między nami. Jestem od tego trochę uzależniona, dlatego z pewną niechęcią myślę o odstawieniu  Laury od piersi. Czasami mam wrażenie, że Ona to zniesie lepiej niż ja.

Niestety, biało-czerwone lakierki już na Nią czekają :)