Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


2 komentarze

niemożliwe!

26 minuta treningu. Pani z ekranu mojego telewizora uśmiecha się do mnie, ćwiczy, mówi i do tego wszystkiego oddycha. Ja tylko ćwiczę, nic nie mówię i już prawie nie oddycham, o uśmiechu nie ma mowy. Ona mówi: jeszcze wytrzymaj. Ja myślę: już nie dam rady. Jedyne czego teraz chcę to umrzeć. Taka jestem zmęczona… Ale przecież umrzeć nie mogę. Nie na oczach Jasia, który siedzi w swoim foteliku, śmieje się na widok mojego wygiętego ciała i myśli, że mamusia dobrze się bawi. Umrzeć nie mogę, bo nie odpowiedziałam jeszcze na wszystkie pytania mojej córki, której oddech właśnie poczułam na swoich plecach.

Laura: Mamusiu, ćwiczysz z Panią?

Kiwam głową na TAK.

A Ona mi na to: Niemożliwe!

Możliwe, możliwe! Ćwiczę z Panią już od kilku tygodni. Pani mówi, że „trzy razy w tygodniu to jest absolutne minimum”, więc na wszelki wypadek mamusia ćwiczy pięć razy. Ćwiczę kiedy śpisz lub gdy jesteś u pani opiekunki. Kiedy Tatusia nie ma w domu co by kątem oka nie zerkał na ekran i to boskie ciało.

…A niemożliwa to jesteś Ty córeczko.

Niemożliwe jest to, że nie chudnę.

Niemożliwe jest to, że ta gałązka wciąż się tak ugina.

Dieta

Niemożliwe jest to, że mam swój profil na fejsbuniu. To jest dopiero niemożliwe ;)

PS. jak to się mówi?! Dajcie lajka?!

Niemożliwe, że Was o to proszę.


Dodaj komentarz

You have to dance

Mamusiu, włącz muzykę. Laura chce tańczyć (zawsze Mamusiu, zawsze o sobie w 3. osobie).

No to włączam jej Shakirę

Nie, nie tą. Drugą.

Włączam Zuzia Lalka Nieduża.

Tańczy i krzyczy.

Tak, tak. Hura, hura.

Obiecałam sobie, że nie będę matką, która ścieżkę kariery dziecku wyznacza i hobby wybiera. Słowa dotrzymam.

…ale co jak co, tańczyć to Ona musi;)  Bo taniec wyzwala. Sprawia, że życie staje się łatwiejsze, lepsze. Taniec uzdrawia duszę i ciało. Dlatego tańczyć trzeba. Przez wiele lat tańczyłam w różnych zespołach, więc wiem co mówię. Ten czas w moim życiu wspominam jako najbardziej radosny. I głupia byłam, że z niego zrezygnowałam. Oj głupia!

Teraz moją przygodę z tańcem kontynuuję na mniejszą skalę. W domu przed lustrem, z Laurą przy Pszczółce Mai i od kilku lat na sierpniowych Międzynarodowych Warsztatach Tańca Współczesnego w Poznaniu. Nie wiem, który to już rok z rzędu urlop dostosowujemy do tego tanecznego wydarzenia. Dancing Poznań już na dobre wpisał się w mój kalendarz. Każdego roku zaliczam inne techniki tańca z i ćwiczę pod okiem pedagogów z różnych stron świata. Przez te lata przeszłam przez Afro Dance, Musical Jazz, Broadway Jazz, Street Dance, Funky Jazz, Sambę. W tym roku postanowiłam spróbować czegoś nowego. Zobaczcie sami.

…że co? że rady nie dam?! Ja! Już we wrześniu filmik z moim wykonem ;)

A może ktoś z Was wybiera się na Dancing Poznań 2013?


2 komentarze

kura i jajka

Nie wiem jaka jest geneza powstania tego wiersza. Śmiem jednak przypuszczać, że Brzechwa napisał „Jajko” obserwując jakąś matkę i jej zbuntowaną dwuletnią córkę. „Kura wyłazi ze skóry” – to chyba o mnie;)

Jajko

Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.
Kura wyłazi ze skóry,
Prosi, błaga, namawia: Bądź głupsze!
Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,
A ono powiada, że jest kacze.

Kura prosi serdecznie i szczerze:
– Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże.
A ono właśnie się trzęsie
I mówi, że jest gęsie.

Kura do niego zwraca się z nauką,
Że jajka łatwo się tłuką,
A ono powiada, że to bajka,
Bo w wapnie trzyma się jajka.

Kura czule namawia: Chodź, to cię wysiedzę.
A ono ucieka za miedzę,
Kładzie się na grządkę pustą
I oświadcza, że będzie kapustą.

Kura powiada: Nie chodź na ulicę,
Bo zrobią z ciebie jajecznicę.
A jajko na to najbezczelniej:
Na ulicy nie ma patelni.

Kura mówi: Ostrożnie! To gorąca woda!
A jajko na to: Zimna woda! Szkoda!
Wskoczyło do ukropu z miną bardzo hardą
I ugotowało się na twardo.

W tym samym czasie mam pod swoją opieką niemowlę z kolką i dwulatkę z buntem. Nie jest łatwo, bywa nawet trudno. Ogarnięcie takiej dwójki w ciągu dnia wymaga zapewne tyle samo energii co wchodzenie na Mount Everest. I adrenalina się też wydziela. Nazywana hormonem walki i ucieczki, mi czasami nakazuje tylko uciekać. Gdy już buty nakładam i gotowa jestem do biegu to nachodzi mnie jednak taka myśl. Ale dokąd? i po co? z kim mi lepiej będzie? Ja przecież już bez tego Buntu i bez tej Kolki życia sobie nie wyobrażam. Wracam więc i walczę…kocham i nadzoruję, by te moje Jajka na twardo mi się nie ugotowały.

A do wieczornych ćwiczeń podchodzę bez rozgrzewki. Moje dzieci w ciągu dnia podnoszą moje tętno do takiego poziomu przy którym następuje już spalanie kalorii;)