Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


3 komentarze

pick your own

Dziś zabieram Was na farmę typu PYO (pick your own), tzn. zbierz sam. Poniżej kilka prostych kroków jak poruszać się po takim gospodarstwie:

1. Idź do sklepu na farmie i poproś o naczynie do zbierania owoców.

2. Następnie zbierz sam co chcesz i w jakiej ilości chcesz.

3. W trakcie zbierania nie podjadaj, ani z naczynia ani z krzaczka.

4. Wróć do sklepu, zważ i zapłać za to co nazbierałeś.

5. Smacznego.

W Anglii jest dużo farm tego typu. My byliśmy tu.

Zbierając te owoce przypomniały mi się czasy dzieciństwa gdy chodziłam z moim bratem i sąsiadami na pachtę. Trochę inne zasady obowiązywały na takim wypadzie i większy wyrzut adrenaliny temu towarzyszył, ale też chodziło o zbieranie samemu ;) Znacie pojęcie „pachta” ? W słowniku języka polskiego takiego słowa nie ma, ale w miejskim słowniku slangu i mowy potocznej jest. Zaznaczam, że z tego „sportu” wyrosłam i nikogo do takiego działania nie zachęcam :). Przy okazji pozdrawiam dawnych sąsiadów z drzewami owocowymi.

1-IMGP2118

1-IMGP2082

1-IMGP2091

1-IMGP2097

1-IMGP2099

1-IMGP2114

1-IMGP2127

1-IMGP2128

1-IMGP2120

1-IMGP2137

1-IMGP2089

1-IMGP2096


2 komentarze

Czym różni się świnia od kury?

Kiedy pracowałam zawodowo to się poświęcałam tej robocie. Poświęcałam swój czas, ten tzw. wolny czasami też. Swoją energię. I praca mi się śniła i konkurencja mi w tych snach deptała po piętach. I tak pędziłam szybko tym samochodem przed siebie, że na boki nie miałam czasu się rozejrzeć. No bo przecież miałam cel, miałam ambicje, miałam służbowy samochód i służbowe paliwo. Lubiłam tę pracę, naprawdę, choć zawsze wiedziałam, że nie jest moim powołaniem. „Takiej roboty jak twoja się nie zmienia” – mówili – „nie z takim wynagrodzeniem”. Pewnie nie! Ale ja czułam, że potrzebuję zmiany, że za szybko, że za dużo, że się poświęcam, a chcę się tak bardzo w coś zaangażować. Zaryzykowałam. Oddałam służbowy samochód, ze służbowym paliwem, cel i konkurencję przekazałam komuś innemu.
.
.
.

Gdy zostałam mamą na pełnym etacie trochę się pozmieniało. Nic mi się nie śni, bo niczyjego oddechu na plecach nie czuję, poruszam się wolno – bo na nogach, nie wiem co przede mną, bo za bardzo rozglądam się na boki. Zaangażowałam się w macierzyństwo. Jestem szczęśliwa, bardziej niż przedtem, bardziej niż kiedykolwiek.

Dwa słowa: poświęcenie i zaangażowanie. Czym jedno różni się od drugiego?

Nie na moje siły to wytłumaczyć. Na szczęście podczas szperania w Internecie trafiłam na serię wykładów TEDx, różnych ludzi o różnych sprawach. Jednym z wykładowców był psycholog Jacek Walkiewicz. W wykładzie „Pełna moc odwagi” mówi on o tej właśnie różnicy między poświęceniem i zaangażowaniem. Mówi tak, jak ja czuję, ale tak jakbym sama tego nigdy nie potrafiła ubrać w słowa. Do obejrzenia i wysłuchania zapraszam tutaj.

Nawiązując do tego co powiedział o „jajecznicy”…  Ja na wychowawczym, ja w moim związku to kura. Ja w pracy zawodowej to świnia i to trzeba kiedyś zmienić.

Dziś już wiem, że we wszystko co zrobię w życiu chcę być zaangażowana, że chcę żyć na 100%. Więc kiedy widzę moją dwuletnią córkę, która układa klocki od niechcenia, to myślę sobie: rzuć je w cholerę córeczko i zacznij robić coś, co Cię naprawdę uszczęśliwi.

…i oby się to opłacało…dosłownie i w przenośni.

W taniec, w macierzyństwo, w pracę zawodową, w przyjaźń, w miłość…i gdy placek pieczemy, w cokolwiek. Bądźmy zaangażowani.


2 komentarze

Czerwiec

Dzień goni dzień. Miesiąc mija za miesiącem. Podobno był czerwiec. Pytam się: kiedy?

„Po co Ty robisz tyle zdjęć?” – słyszę ciągle. Ano po to by w lipcu zajrzeć do folderu ze zdjęciami i przypomnieć sobie czerwiec, po to by na starość powspominać sobie młodość…po to by kiedy już dorosną i będę potrzebowali dużo do szczęścia pokazać im, że gdy mieli 2 czy 3 latka wystarczało tak niewiele. Świeczki na torcie, kilka balonów, bańki mydlane i kilkoro przyjaciół którym równie mało trzeba.

1-IMGP1955

1-IMGP17051-IMGP17191-IMGP18581-IMGP18781-IMGP18991-IMGP19081-IMGP19161-IMGP17251-IMGP17831-IMGP16011-IMGP1949

1-IMGP1777

A dla nieco starszych, bardziej wymagających. Dla tych którzy lubią adrenalinę i marzą by wznieść się wyżej, by móc spojrzeć na wszystko z dystansu…z góry. Dla tych wszystkich proponuję też balon. Tylko, że trochę bardziej wypasiony.

Podczas naszego rodzinnego spaceru po parku trafiliśmy na to cudo. Z bliska widzieliśmy jak się napełnia ciepłym powietrzem i wznosi w górę unosząc w koszu jubilatkę i jej gości. Impreza urodzinowa w powietrzu. Co Wy na to? A ile taka przyjemność kosztuje? Poszperałam tu i tam, i znalazłam.

Przelot dla 6 osób to koszt ok. 570GBP (3 000 zł) – podobnie w Anglii jak i w Polsce.

1-2013-07-05 19.08.58

1-IMG_20130705_191310


3 komentarze

Bajki na ścianie

Jest taki wynalazek, który przenosi mnie w czasie. Wyłączam światło, wciągam kliszę, obraz rzucam na ścianę. Mam 20 lat mniej, czuję, że za chwilę dostanę kakao od Mamy.

Bajka się kończy, włączam światło z powrotem i coś mi się przestaje zgadzać. Po mojej prawej siedzą Oni. Co tu robią te dzieciaki?
– A teraz mamusiu zrób mleko.
Ooo! Już sobie przypominam. Teraz ja jestem mamą. Kakao muszę sobie zrobić sama:)

W. wpadł na pomysł zakupu rzutnika. Wydawać by się mogło, że w dobie komputera, DVD i kilkudziesięciu kanałów telewizyjnych do wyboru, taki projektor to relikt przeszłości. Okazuje się, że nic bardziej błędnego. Wieczorny pokaz bajek w naszym domu przypomina swego rodzaju spektakl z nami rodzicami w roli reżysera. Bajki czytamy na zmianę, raz ja, raz W… a za chwilę może i Laura nauczy się składać pierwsze litery usiłując odczytać tekst pod obrazkami.

„Jacek” bo tak nazywa się nasz projektor – to moja stara miłość, a Laury nowa. Wieczorami woła: chcę bajkę na ścianie. Cieszę się, że polubiła te nasze „seanse kinowe”.

„Bajki na ścianie”- polecam szczerze. Na Allegro do wyboru, do koloru. Nam udało się upolować rzutnik w komplecie z 12 bajkami za 215 zł.

1-IMGP1825

1-IMGP1827

1-IMGP1963

1-IMGP1959

1-IMGP1964

1-IMGP1971

1-IMGP1973

1-IMGP1980

1-IMGP1976