Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


2 komentarze

rozwiązanie konkursu 1.

Czas rozwiązać pierwszy konkurs na mamafulltime (przypominam https://mamafulltime.wordpress.com/2014/09/23/wygraj-plyte/). Miałam w drodze losowania wyłonić jednego zwycięzcę, ale postanowiłam nagrodzić wszystkich, którzy wzięli w nim udział.

I tak płyta A Day in the Jungle od Green means go trafia do:

1. Kingi Hardek

2. Semper Paratus

3. Wielkiej Królewny.

Zwycięzców proszę o podanie adresu pod który ma trafić przesyłka. Piszcie proszę na mamafulltime@wp.pl

dziękuję za inspiracje!

 

 


3 komentarze

jesień

Kochani! Piszę do Was znad słoika pełnego czekoladopodobnego smarowidła. Muszę zjeść kilka kanapek z tym wynalazkiem żeby poczuć się choć trochę lepiej. Rzeczywistość przestaje być do zniesienia na wytrawnie. Muszę ją sobie jakoś osłodzić. Przez chwilę nie dbam o kalorie, delektuję się i rozmyślam.

Czy to ja tak zwolniłam czy świat tak przyspieszył? Podczas gdy ja wyciskam jeszcze ostatnie krople kremu po opalaniu (choć opalona już nie jestem i prawie nie byłam), na półkach jednego z supermarketów pojawiają się nieśmiało rozstawione pierwsze ozdoby świąteczne. Co więcej, kilka dni temu w „pubie na górce”, nieopodal naszego domu, rozstawiono już nawet (śmiało) półtorametrową choinkę.

A ja w związku z tym czuję się jakby mnie ktoś obuchem w łeb strzelił w wyniku czego straciłam kilka miesięcy swojego życia. No bo gdzie się podziała ta pora roku, która winna być pomiędzy latem a zimą. Po wakacjach było jeszcze coś… był okres wyczekiwania, moje urodziny, Wszystkich Świętych, adwent. Nie pamiętam by jakieś świąteczne drzewko czy mikołaje atakowały mnie już w połowie października. Za moich młodzieńczych czasów nazywano ten okres jesienią a obejmował on kilka miesięcy, przynajmniej dwa.

Dziś staję w obronie października i listopada. Nie pozwolę by te miesiące minęły mi w okamgnieniu, w cieniu świątecznych światełek.

Omijam galerie handlowe, postanawiam nie przeglądać się w witrynach sklepowych. Ubieram na nogi kalosze, sobie i Małym Ludziom, i idziemy na spacer. Schowamy się pod stertą jesiennych liści albo oddamy zabawom w wesołym miasteczku. Uczcimy w ten sposób jesień. Zatrzymamy choć na chwilkę czas.

Miłej jesieni Kochani! Na życzenia świąteczne przyjdzie jeszcze czas ;)

IMGP3857

20141019_152416

20141019_151618

20141019_150555

20141019_145415

 


Dodaj komentarz

zaskroniec

Ostatnio dużo myślę o śmierci. Powody są co najmniej dwa. Pierwszy to śmierć młodej, znanej aktorki, matki trojga małych dzieci. Drugi to poczucie szczęścia, ten mąż i dzieci to jest to, o co mi w tym życiu chodziło, i nic ważniejszego poza tym.. i  gdy wszystko idzie człowiekowi po jego myśli, to ten tak szczególnie nie chce by ktokolwiek mu tę radość odebrał.

A Śmierć jest tu wrogiem numer jeden. Czuję przed nią wielki respekt. I mam taką cichą nadzieję, że jak już się zechce po mnie wybrać, to mnie zwyczajnie nie zastanie.

Bo ja jestem koneserką życia. Każdego dnia z moją rodziną mozolnie swój własny raj na ziemi budujemy, i na myśl że któreś z nas musiałoby go opuścić serce mi pęka. I gdzieś z tyłu głowy, czy jest dobrze czy trochę gorzej ta myśl po głowie mi chodzi – że nie znasz dnia ani godziny.

Czy istnieją jakieś sposoby by  Śmierć odwołać? Obmyślam w głowie plan jak przed nią uciec. Zastanawiam się czy nie można tej jakoś oszukać.

… a może tak na zaskrońca. Jak ta przyjdzie to udawać martwą, jak to mają w zwyczaju czynić Natrix natrix, by odstraszyć potencjalnego drapieżnika. Miliony węży takim sposobem uszło życiem, może i mi się uda.

… a może tak na pandę jak na studiach tzn. pan da trójkę, w wypadku Śmierci brzmiałoby  to: Pan da jeszcze trochę pożyć!.

… a może na Babcię Helenkę. Przygotuję sobie za młodu buty i kieckę do trumny, tak na zaś, na wszelki wypadek.  I będę udawała przygotowaną, a skoro prawdą jest to, że Śmierć przychodzi z zaskoczenia, to tym sposobem nie dam jej okazji. Tu inaczej niż w przypadku zaskrońców znany jest tylko jeden przypadek potwierdzający skuteczność tej metody. Babcia Helenka niebawem skończy 86 lat.

Boję się. Nie tak chorobliwie, ale boję się śmierci. Na tym etapie mojego życia szczególnie.

W jednej z książek, którą dostaliśmy w prezencie ślubnym był taki cytat z Michala Viewegha w dedykacji: „Używaj daru życia. Uśmiechów dzieci, kolorów nieba, zapachu kawy, ciepłego wiatru i dzwonienia tramwajów. Ciesz się mroźną zimą i upalnym latem. Szczęście to czas. Nie zapomnij o tym.”

Będę pamiętała.