Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


Dodaj komentarz

tata

Mąż: Zasnęli. Cała Trójka śpi.

Żona: Dzięki Ci Boże!

 

M: Podałem jej godzinę temu paracetamol. Gorączka spadła.

Ż: Uff! Dzięki Bogu!

 

M: Idziemy na spacer. Wiesz co, Niemowlaka też wezmę. Będziemy za jakieś dwie godziny.

Ż:  Dzięki Ci Boże!

 

M: Coś im tam ugotowałemZjedli aż im sie uszy trzęsły.

Ż: I dzięki Bogu.

 

Po którymś razie dziękowania Bogu zamiast Mężowi, za wysiłek jaki wkłada w wychowanie naszych dzieci, przemówił do mnie tymi słowami (Mąż nie Bóg ;)):

M: Kochanie, wiesz co?! Fuck you!

Lekcję, którą wówczas mi dał, odrobiłam. Teraz zwykłam mówić: dzięki Ci Boże za takiego Męża! ;)

 

Za takiego ojca dla moich dzieci.

Który nie powie Im: teraz nie mam czasu.

Który z niemowlakiem w nosidełku potrafi zdać egzamin.

Który jak obiecuje, to słowa zawsze stara się dotrzymać.

Który szanuje.

Który trzy razy w nocy potrafi wstać by okryć wystające spod kołdry małe stópki.

Który mówi: na pewno wam się uda.

 

Wielkie dzięki za takiego, który kocha wiernie i prawdziwie ich matkę.

IMG_2819

 

 

 


2 komentarze

w drodze

Zacznie się bardzo niewinnie.

Najpierw była tapeta na ścianch w małe różowe kwiatki i meblościanka na jednej z nich. Co dwa dni misie i lalki zmieniały swoje miejsce na półce.

Później wraz z nadejściem buntu młodzieńczego jedna z nich przybrała barwę ciemnoniebieską, a meblościanka została rozebrana na części.

Z odejściem okresu buntu te same ściany  nabrały kolorów słońca, dwie wschodzącego:  żółtego, dwie zachodzącego: pomarańczowego.

Z nadejściem miłości, już inne ściany, innego mieszkania, pokryła gorąca czerwień (kupiona z rabatem u kuzynki) i zawisł na niej obraz własnego pomysłu. Szaleństwo.

Później pojawiło się w tym związku światełko na przyszłość.

Nowe miasto.

Apartement z dozorcą. Z fontanną. Z sąsiadami, których nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć, bo swoimi limuzynami wjeżdżali do podziemnego garażu a pózniej windą do swojego nieba.

Niby jak w raju, choć trochę jak w piekle. Tak mocno słońco grzało taras, cały ze szkła.

Za gorąco. Za wysoko. Aż strach.

Następnie centrum wielkiego miasta. Przy wejściu jakby dozorca, ale nie pod krawatem, z całą pewnością pod wpływem. Sąsiedzi wracają do domu, o czym dają znać skrzpiące  schody.  Leżymy na drewnianej podłodze, i nie możemy się nadziwić, że sufit tak daleko. Że tak dobrze. Że to tu. Że to to.

DOM.

Dziewięć miesięcy później wprowadza się do nas kuchnia w stylu prowansalskim. Potem łóżeczko. Czekamy na stół. Ten jednak się tam zadamawia na dobre dopiero po naszej wyprowadzce.

Nowy kraj.

Mince pies i butelka wina na stole. WELCOME. Sufit nisko. Carpet przykrywa podłogę. Ale najważniejsze są… dobre fluidy. Chwilę później trzy łóżeczka dziecięce z trudem zaczynają się mieścić. Przeprowadzka z niemowlakiem na ręku.

Na drugą stronę ulicy.

A tam dom. Z ogrodem, w którym można przewietrzyć sobie głowę. Ze schodami, na których można stracić kilogramy. Z garażem, który mieści wszystko, tylko nie samochód. Z kątem, na który po tylu przeprowadzkach zasłużyło pianino. Z łóżkiem, które mieści pięcioosobową rodzinę.

Idealny.

IMGP9220

Na jak długo?

Na chwilę. Może dwie.

Z pewnością na kolejne dziewięć miesięcy.

A potem może znów złapiemy się za ręcę i załadujemy dom na tira. Pognamy w świat.

Bo czy to ważne gdzie? Najważniejsze z kim.

IMGP9247

 

 

 

 


2 komentarze

czerwony kapturek

Mówili, że w trzeciej ciąży to ja zaledwie kilka kilogramów przytyję. Kłamali. Podobnie jak w poprzednich dwóch przybrałam na wadze ponad 20 kg. Byli pewni, że urodzę przed terminem, no bo to przecież trzecie. Mylili się. Filip przyszedł na świat 13 dni po. Ostrzegali, że jak urodzi się dziecko to Czterolatka i Dwulatek wydadzą się olbrzymami. Mieli rację.

Pamiętam tę scenę. Wieczorem tego samego dnia, którego urodziłam Filipa, Mąż mój przywiózł do szpiatala Laurę i Jasia. Nie mogłam doczekać się tych moich Małych Ludzi. Leżałam na łóżku kiedy weszli na salę. Ku mojemy zaskoczeniu okazało się, że  wcale nie są mali. Byli jacyś tacy duzi, wielcy. Wskoczyli na łózko. Na widok Niemowlaka uśmiechy nie schodziły im z twarzy. Śmiali się, głaskali Go. A ja? A ja nie mogłam uwierzyć w to, że to Oni. Więc grzecznie jak ten Czerwony Kapturek z Czerwonego Kapturka się pytam:

Jasiu dlaczego Ty masz taką ogromną głowę?

Lauro dlaczego Ty masz takie duże dłonie?

Córeczko kiedy Ci tak nogi urosły?

Synku dlaczego masz takie wielkie zęby? ( tu na wszelki wypadek niemowlaka trochę odsunęłam).

Dzieciaki, czym Was karmiono przez ostatnią dobę?

(Gdyby nie fakt, że Babcia A. na dwa dni przed przyjściem wnuka na świat  musiała wrócić do Polski, dałabym sobie uciąć głowę, że zjedli babkę ;)).

Na szczęście Ta cała i zdrowa przyleciała do nas ostatnio. Trzymiesięczny wnuk nie posiadał się z radości. Podobnie zresztą jak inni członkowie rodziny.