Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.

w drodze

2 komentarze

Zacznie się bardzo niewinnie.

Najpierw była tapeta na ścianch w małe różowe kwiatki i meblościanka na jednej z nich. Co dwa dni misie i lalki zmieniały swoje miejsce na półce.

Później wraz z nadejściem buntu młodzieńczego jedna z nich przybrała barwę ciemnoniebieską, a meblościanka została rozebrana na części.

Z odejściem okresu buntu te same ściany  nabrały kolorów słońca, dwie wschodzącego:  żółtego, dwie zachodzącego: pomarańczowego.

Z nadejściem miłości, już inne ściany, innego mieszkania, pokryła gorąca czerwień (kupiona z rabatem u kuzynki) i zawisł na niej obraz własnego pomysłu. Szaleństwo.

Później pojawiło się w tym związku światełko na przyszłość.

Nowe miasto.

Apartement z dozorcą. Z fontanną. Z sąsiadami, których nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć, bo swoimi limuzynami wjeżdżali do podziemnego garażu a pózniej windą do swojego nieba.

Niby jak w raju, choć trochę jak w piekle. Tak mocno słońco grzało taras, cały ze szkła.

Za gorąco. Za wysoko. Aż strach.

Następnie centrum wielkiego miasta. Przy wejściu jakby dozorca, ale nie pod krawatem, z całą pewnością pod wpływem. Sąsiedzi wracają do domu, o czym dają znać skrzpiące  schody.  Leżymy na drewnianej podłodze, i nie możemy się nadziwić, że sufit tak daleko. Że tak dobrze. Że to tu. Że to to.

DOM.

Dziewięć miesięcy później wprowadza się do nas kuchnia w stylu prowansalskim. Potem łóżeczko. Czekamy na stół. Ten jednak się tam zadamawia na dobre dopiero po naszej wyprowadzce.

Nowy kraj.

Mince pies i butelka wina na stole. WELCOME. Sufit nisko. Carpet przykrywa podłogę. Ale najważniejsze są… dobre fluidy. Chwilę później trzy łóżeczka dziecięce z trudem zaczynają się mieścić. Przeprowadzka z niemowlakiem na ręku.

Na drugą stronę ulicy.

A tam dom. Z ogrodem, w którym można przewietrzyć sobie głowę. Ze schodami, na których można stracić kilogramy. Z garażem, który mieści wszystko, tylko nie samochód. Z kątem, na który po tylu przeprowadzkach zasłużyło pianino. Z łóżkiem, które mieści pięcioosobową rodzinę.

Idealny.

IMGP9220

Na jak długo?

Na chwilę. Może dwie.

Z pewnością na kolejne dziewięć miesięcy.

A potem może znów złapiemy się za ręcę i załadujemy dom na tira. Pognamy w świat.

Bo czy to ważne gdzie? Najważniejsze z kim.

IMGP9247

 

 

 

 

Reklamy

2 thoughts on “w drodze

  1. Chciałoby się rzec, że jadą na tym samym wózku, ale będzie to prawdą tylko jeśli zamieniają się rolami. Zamieniają?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s