Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


4 komentarze

race for life

Nie wiesz Ty i ja tego nie wiem.

 

Czy nie przyjdzie nam się z nim kiedyś zmierzyć?

Jak nasza głowa zniesie wiadomość o nim? czy w ogóle zniesie?

Jakie zasieje spustoszenie w naszym organizmie?

Czy życia naszego i tych, którzy nas kochają nie przewróci do góry nogami?

A może z nóg zwali, a oczy otworzy?

Jak bardzo małe przy nim wydadzą się nasze dotychczasowe problemy?

Czy znajdziemy siłę w sobie by go zwalczyć? czy zostaniemy z tym sami? czy ktoś przy nas będzie?

Czy postawimy na Boga, czy na naukę? A może na wszelki wypadek na jedno i drugie?

Na jaką metodę leczenia się zdecydujemy? czy w ogóle?

Ile wylejemy łez z bólu i bezsilności?

Ile razy będziemy w myślach żegnać się z tymi, których kochamy?

Czego dowiemy się o sobie przy okazji walki z RAKIEM?

Jak bardzo będziemy chcieli życia bez niego.

IMGP0179

W zeszłą niedzielę w parku nieopdal naszego domu odbył się Bieg dla Życia. Race for Life to seria charytatywnych wydarzeń, tylko dla kobiet, organizowana przez brytyjską  fundację Cancer Research UK.

Kobiety ubrane w różowe stroje biorą udział w biegu i marszu na 5 kilometrów, a podczas trwania tego wydarzenia trwa zbiórka środków na rzecz fundacji, która finansuje badania nad leczeniem chorób nowotworowych. Na plecach każda z uczestniczek ma przyklejoną kartkę z intencją, w której biegnie.

Gdybym ja uczestniczyła w tym biegu, napisałabym na niej: „Biegnę dla Uli”.

IMGP0193

IMGP0228

IMGP0188

IMGP0213

IMGP0222

IMGP0177

IMGP0225

IMGP0226

IMGP0224

 


9 komentarzy

lawendowe pole w Anglii – lavender field

Czasami dzieje się tak, że budzą się w człowieku jakieś pragnienia. Nie wiadomo skąd, dlaczego i po co. Tak było u mnie z polami lawendowymi. Obudziałam się któregoś pięknego poranka (kilka lat temu!) i pomyślałam sobie, że byłoby miło je kiedyś zobaczyć. Kilka dni temu rzuciałm się w czeluście Internetu w celu ich znalezienia. Prawie wszystkie łącza prowadziły do Prowansji, z wyjatkiem jednego, które zaprowadziło mnie tu. Mayfield Lavender znajduje się zaledwie półtorej godziny od mojego domu, i tylko 20 km od Piccadilly Circus. Uwierzycie?

Zapraszam Was na spacer po angielskim polu lawendowym. Mam nadzieję, że będzie to uczta dla Waszego oka, bo dla mojego bez wątpienia była.

IMGP9954

IMGP9975

IMGP0147

Czego możecie się spodziewać odwiedzając to pole? Z pewnością fioletu, bez wątpienia lawendowego zapachu. Możecie także liczyć na pyszną lemoniadę i ciasteczka z dodatkiem – nie zgadniecie ;) – lawendy, jak i na burgera, któremu niestety oszczędzono tego dodatku. Wszystko to dostepne w barze przy polu.

IMGP9860

Czy warto wybrać się tam z dzieckiem? Tak! można nawet z trojgiem :). Warunek jeden. Dobrze byłoby, żeby żadne z nich nie było uczulone na jad pszczeli, bo musicie wiedzieć, że są tam tych owadów tysiące. Nie wydają się być zainteresowane człowiekiem, ale ja na wszelki wypadek wolałam uzbroić się w preparat je odstraszający, jak i krem po ukąszeniu. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.

Dla naszych dzieci największą atrakcją okazał się traktor, na którego przyczepie można było się przejechać. Z leżenia w lawendzie też wydawali się być bardzo zadowoleni.

IMGP9903

IMGP9972

IMGP0165

IMGP9866

Na co jeszcze musicie się przygotować? Na tłumy  turystów, szczególnie jeśli zamierzacie się tam wybrać w weekend. Pole szczególnie upodobali sobie turyści z Azji, zresztą ku mojej uciesze. Jest coś w ich zachowaniu i w wyglądzie co niezywkle mnie urzeka.

Pole lawendowe jest miejscem, w którym można się – z całą pewnością – wyżyć artystycznie. Odbywa się tam wiele sesji fotograficznych. Młode Pary, kobiety w ciąży, matki z trójką dzieci ;), dziewczyny niektóre ubrane w przepiękne suknie, inne trochę bardziej przebrane niż ubrane, prężą się do obiektywów swoich aparatów lub telefonów. Jedni skaczą nad lawendą, niektórzy stoją na głowie w lawendzie. Wszystkie ruchy wydają sie być dozwolone, z wyjątkiem jednego, nie można zrywać kwiatu lawendy. Bukiety, kosmetyki i inne gadżety można kupić w sklepie przy polu.

IMGP0141

Zobaczcie jakie kwiatki udało się mi uchwycić w moim obiektywie.

IMGP9868

IMGP9977

IMGP9987

IMGP9982

IMGP9978

IMGP0124

 

IMGP0122

Jeśli planujecie się tam wybrać jeszcze w tym roku, to najlepiej zróbcie to do końca sierpnia (lawenda kwitnie od czerwca do października). Szczerze polecam!

Niech fiolet będzie z Wami ;)

Justyna aka Mamafulltime

 


Dodaj komentarz

jaram się

Z makijażem co drugi dzień,
z włosami ułożonymi raz na miesiąc (pozdrawiam Justyna).
Z kroplami potu na czole, gdy pcham wózek pod Pieprzoną Górkę.
Pomiędzy Tesco a domem,
pomiędzy garnkami a zlewem.
Wzywana na trzy głosy.
Z nocą przerywaną kilka razy na karmienie,
z dniem ciągnącym się w nieskończoność.
I gdy chorują naraz, i gdy załatwiają swe potrzeby fizjologiczne w tym samym czasie.
Chociaż umawialiśmy się. Po kolei.
Nie szkodzi.
Jaram się macierzyństwem.
Kocham Ich! Uwielbiam!
Jak to możliwe?!
Niemożliwe!
Miłość matczyna jest czymś niedorzecznym.


Dodaj komentarz

na oku

Ten dom musiała zaprojektować kobieta. Nie ma innej opcji. Mężczyzna na to by nie wpadł ;), żeby okno i drzwi balkonowe umieścić w kuchni. GENIALNE! Z widokiem na zieleń, która koi nerwy, z widokiem na małe dzieci, których nie można nawet na chwilę stracić z pola widzenia. Gdyby nie to architektoniczne rozwiązanie to a) byśmy umarli z głodu, b) codziennie zamawiali pizzę, c) może w końcu bym schudła. Ale nie, takiej opcji nie ma. Otwieram szeroko balkonowe drzwi by słyszeć Małych Ludzi, przez okno śledzę każdy Ich ruch, i gotuję. Filip w leżaczku obserwuje moje poczynania kulinarne. Jest obiad, i bywa placek. I pomyśleć, że wszystko to dzięki jednej kobiecie ;).
PS. w tak zwanym międzyczasie robię zdjęcia. Chłop mówi mi, że kuchnia to nie jest najlepsze miejsce na trzymanie aparatu… pozwole się z Nim nie zgodzić!
IMGP8514

IMGP8515

IMGP8498

IMGP8503

IMGP9253

IMGP9228

IMGP9297

IMGP9259