Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


2 komentarze

Winter Wonderland

Moi Drodzy,

Dziś inaczej tu niż zazwyczaj. Mało liter, brak  zdjęć. Dziś pragnę poczęstować Was filmem własnej produkcji. Powstał on z okazji wczorajszej wizyty w Hyde Park Winter Wonderland w Londynie. W ten sposób postanowiliśmy uczcić naszą czwartą rocznicę pobytu w Anglii.

Spędziliśmy w lunaparku  cudowny czas. Choć zastanawiam się czy było nam to doprawdy niezbędne do szczęścia. Wesołe Miasteczko przecież dostarcza podobnych wrażeń co obcowanie z trojgiem Małych Ludzi. W końcu wyrzuty, na zmianę adrenaliny i serotoniny, to nasza codzienność. Życie z Nimi  to jak kręcenie się na karuzeli, niezła zabawa, ale po kilkudziesięciu kółkach może zakręcić się w glowie. A przebywanie z dwulatkiem to niezły rollercoaster, kto ma ten wie, że to jazda bez trzymanki.

Niemniej – uwielbiam! I takie miejsca, i bycie rodzicem. Bo jak się odda tak człowiek tej zabawie i tym dzieciom… to tak naprawdę doświadczy tylko jednego. Czystej i prawdziwej radości.

Polecam!

Miłego oglądania! Bądźcie wyrozumiali proszę , w kręceniu filmów ja nawet nie stawiam pierwszych kroków, ja dopiero raczkuję ;)

 

 


Dodaj komentarz

spokojnych

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia.

Życzę  pokoju… w kraju, w którym żyjecie, … w domu, w którym mieszkacie.

Spokoju ducha też życzę.

Niech te święta będą czasem odpoczynku i refleksji.

Najlepszego.

Justyna.

IMGP2334

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz

200. wpis!

„Piszę do Ciebie te słowa daleko od naszych wspólnych miejsc…

… czy tak to miało wyglądać? Czy tak miał upłynąć nam najcudowniejszy okres życia? Z dala od siebie, swoich trosk, problemów, radości?

Najwyraźniej.

Pragnienie spełnienia naszych marzeń pchnęło nas w róźnych kierunkach, ale przecież słusznych… kierunkach, które sobie obrałyśmy, w których chcemy podążać. Wystawiłyśmy tym samym naszą przyjaźń na poważną próbę, ale czyż nie jest to dla niej wspaniała okazja, by się wzmocnić, utrwalić, rozkwitnąć?

Myślę, że skoro los tak chciał, to coś w tym musi być…

… żal mi tylko wszystkich tych chwil podniosłych i całkiem zwyczajnych… momentów zwycięstw i porażek… łez i uśmiechów, które winnyśmy przeżywać razem, a które w tej sytuacji umkną nam bezpowrotnie. Żal mi rozmów, które nigdy się  nie odbędą i filiżanek herbaty, których nigdy nie dopijemy… a życie przecież toczyć będzie się dalej swym normalnym torem. Będziemy zmagać się ze światem, płakać, krzyczeć, śmiać się… dlatego jeśli nie dla mnie to choćby dla siebie, dla swoich dzieci, wnuków, nie pozwól tym chwilom umknąć, podaruj im dłuższy żywot.

Każda minuta naszego życia jest niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju i choć chciałoby się je wszystkie zachować… jesteśmy tylko ludźmi, a nasza pamięć bywa zawodna…

Dlatego pisz Justysiu… pisz… przelewaj swoje myśli na papier, daj im żyć… pisz, by móc kiedyś, po latach odtworzyć sobie obraz tych cudownych dni.

Bo to są cudowne dni, być może najcudowniejsze jakie przyjdzie nam w życiu przeżywać… W  każdym razie życzę Ci, by na tych stronach znalazły się  tylko takie, byś po latach mogła pragnąć dla swych dzieci tak wspaniałej młodości, jaka stała się Twoim… naszym udziałem.

Z gorącymi życzeniami natchnienia i chęci do pisania. Twoja koleżanka”.

WordPress podpowiada mi, że ten wpis jest 200. postem opublikowanym na stronie Mamafulltime. Dwusetnym! Uwierzycie? Pragnę go dedykować w całości mojej przyjaciółce J.. To Ona dawno temu zachęcała mnie do pisania. Długo nie chciałam Jej słuchać, bo przelewanie myśli na papier nigdy nie było moją mocną stroną. Było piętą Achillesa. Przekupowałam, opłacałam, torturowałam ludzi by pisali za mnie opowiadania na język polski. Na pracę domową zacznającą się od słowa „napisz” dostawałam bezdechu, alergii skórnej i migotania komór, krzyczałam: Policz, wymyśl, biegnij, narysuj, wytnij, ugotuj… wszystko tylko olaboga nie NAPISZ. Wybrałam studia ścisłe, bo te nie zmuszały do pisania.

Urodziałam Córkę, wyemigrowałam z kraju, byłam daleko od rodziny i przyjaciół, którzy, gdy byłam na miejscu, przyjmowali miliony wypowiadanych przeze mnie słów. Zostałam sama z głową pełną myśli, z endorfinami, które wydzielały się w ogromnych ilościach, z radością, która wypełniała cały metraż mieszkania. Szukałam rozwiązania, myślałam jak sobie ulżyć. Przypomniał mi się  wtedy list J. –  otworzyłam komputer i napisałam pierwszy wpis. Nigdy przedtem nie czytałam żadnego innego bloga, mój własny był pierwszym, na który trafiłam ;).

Niespecjalnie wiedziałam o czym będzie, nie zastanawiałam się nad targetem i wpisami sponsorowanymi. Długo się z nim ukrywałam. Kiedy pewnego dnia, na ulicach miasta w którym mieszkam, jedna Dziewczyna zapytała mnie czy to ja jestem Mamafulltime – zamarłam. Chciałam  krzyczeć: ależ skąd!

Nie odkrywam tutaj Ameryki, trochę Anglię, przede wszystkim zaś siebie. A Wy mimo wszystko jesteście.

Dziękuję!

Kiedyś wydrukuję te wpisy na papierze, oprawię i wydam książkę w trzech egzemplarzach. Po jednym dla każdego mojego dziecka.

Tak zrobię.

Tymczasem… Piszę dwusetny post. Piszę, i czuję , że pokonałam siebie.

Justyś dziękuję za to, że byłaś wtedy. Za to, że jesteś teraz. Czas spędzony z Tobą był zawsze inspirujący.

Jesteś Wielka… nie tylko z powodu wzrostu!

 


Dodaj komentarz

Sajgon

Wybaczcie. Nie pisałam, bo trawiłam.

Jakiś czas temu mój Mąż poczęstował mnie przy kolacji bitkiem zbitkiem  zdań: Wiesz co, będę musiał lecieć do Singapuru… na tydzień lub dwa. Prawie się zakrztusiłam przyjmujac tę treść, już miałam zwrócić wyrzucić z siebie słowa:

chyba Cię pogrzało! Chcesz mnie samą z Trójką Małych Ludzi zostawić?”

.. ale odezwał się mój wewnętrzny coach, zwany rozsądkiem (karmię go codziennie garścią orzechów), i podpowiedział, że zanim cokolwiek wypluję z siebie, powinnam to spróbować przetrawić.

Trawię. Od kilku tygodni nic innego nie robię tylko – TRAWIĘ TO.

Dlatego dziś na spokojnie wyrzucam z siebie zdanie.

Nic się nie martw o mnie Kochanie, ja też będę miała swój kawałek Azji.

Będę miała tu niezły Sajgon!

 

Tak więc, nie mogę doczekać się przyszłego roku, i swoich dalekich podróży.

A póki co jestem w domu i napawam się widokiem swojego Męża. I Dzieci, które nie mogą nacieszyć się choinką.

Miłego przedświątecznego czasu Kochani!

IMGP2156

 

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz

zobaczycie!

Obiecuję sobie, że jak będę duża, to znaczy, trochę większa niż jestem teraz, jak już dorosnę i kiedy będzie mi się wydawało, że już zjadłam wszystkie rozumy (a coś mi podpowiada, że to już niebawem)… Obiecuję sobie, że do moich dzieci i do dzieci ich dzieci, ani żadnego innego, któremu będę ciocią czy choćby sąsiadką nie powiem zdania zaczynającego się od ZOBACZYSZ.

… zobaczysz jak pójdziesz do szkoły…

… zobaczysz jak skończysz studia…

… zobaczysz jak zaczniesz szukać pracy…

… zobaczysz jak wyjdziesz za mąż/ożenisz się…

… zobaczysz jak będziesz miał(a) dziecko…

… z jednym to nic, zobaczysz jak będziesz miał(a) drugie…

… z dwójką to jakoś jeszcze można, zobaczysz jak będziesz miał(a) trójkę…

… zobaczysz jak po ciążach zmieni się twoje ciało…

… boli cię, zobaczysz co to prawdziwy ból dopiero przy porodzie…

… i moje ulubione…

Zobaczysz jakie życie jest trudne.

Obiecuję, że nie będę straszyć dorosłym życiem i macierzyństwem.

Drogie Dzieciaki! Jak chcecie coś zobaczyć, to rzućcie okiem na te zdjęcia. Ostrzegam! Nie pochodzą one z Wielkiego Świata, tylko z Małego Ogródka. Musicie wiedzieć, że ten pierwszy na rzecz tego drugiego porzuciałm w dniu narodzin pierwszego z Was. Zrobiłam to z rozwagą i bez przymusu. Za porozumieniem stron, mojej i Waszego Taty. I nigdy tej decyzji nie żałowałam.

IMGP1961 IMGP1954 IMGP1967 IMGP1969

Od tametgo czasu (z nielicznymi wyjątkami ) poruszam się w promieniu pięciu kilometrów od domu, nie dalej. A w sytuacji gdy chorujecie są to zaledwie dwa kroki od drzwi balkonowych.

… ale nie ubolewam z tego powodu, włosów z głowy sobie nie rwę, i nie szlocham w poduszkę.  W końcu nie piszę zza krat, tylko zza okien małego, białego i bardzo przytulnego angielskiego domku. Wybraliśmy go z Waszym Tatą, rezygnując tym samym z polskiego mieszkania i życia, które tam wiedliśmy. Zamarzyło nam się życie w takim układzie, że ja ogniska domowego pilnuję, a Wasz Tata drwa nosi. Przy takim założeniu oszacowaliśmy, że będzie ono łatwiejsze tu w Anglii.

I tak się stało. Wszystko dzięki naszej wspólnej pracy.

Za kilkanaście dni miną dokładnie cztery lata od kiedy przybyliśmy do wybrzeża tej Wyspy.

Nie mamy żadnych wątpliwości, to był dobry wybór i nasze najpiękniejsze lata… choć nie najłatwiejsze (bo nie mamy tu nikogo na co dzień do pomocy, a i od święta rzadko).

Ale co ja Wam będę opowiadała, trochę pożyjecie to sami ZOBACZYCIE… (żartowałam) :).

Mama.