Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


Dodaj komentarz

kot

Nazwijmy ją Kasia.

Kasia dzwoni do mnie. I opowiada…

Wiesz, zatrudniłam się w klinice weterynaryjnej. Nie byle jakiej. Bo londyńskiej przecież.

… Ja pierdolę. To nie dla mnie Justyna. Ta praca to nie dla mnie…

Ty wiesz, że jeden Taki to ma trzy zwierzaki. Wiesz, że on wydał na nie, w ciągu ostatnich dwunastu lat, pół miliona funtów?!

Pół miliona, czy ty to rozumiesz?! To niektórzy ludzie nie mają co jeść, a on wydał na nie pół miliona funtów.

Albo Ta. Wchodzi i mówi. Że kot na Bermudy leci, i trzeba by było mu dietę zmienić na czas wyjazdu..

Czy ty w ogóle słyszysz co ja do Ciebie mówię?! Kot! Bermudy!

Podczas gdy ja się zastanawiam z czego czynsz zapłacę w tym miesiącu, koty latają na Bermudy.

Się pytam Ciebie. Jak tu żyć Justyna?

 

Nie wiem Kaśka. Może trzeba nauczyć się spadać na cztery łapy.

Być jak kot.


2 komentarze

po pierwsze kwiaty

Czy zdarzyło się Wam kiedyś powiedzieć coś czego byście żałowali? Bo mi tak!

Jakiś czas temu w rozmowie z Aleksandrą wyznałam Jej, że pomysł z poproszeniem naszych gości weselnych o książki zamiast kwiatów był wprost genialny.  No bo roślina więdnie, a książka jakby wiecznie żywa. Zawsze można po nią sięgnąć i wrócić pamięcią do tego dnia, i do tych ludzi, którzy nam ją ofiarowali.

Pamiętam, że Ola wtedy zmroziła mnie wzrokiem niczym Elsa Arendelle.

Nie bardzo wiedziałam o co Jej chodzi. Dopiero po chwili myśl mnie dogoniła. O! o! Ola jest florystką!

Zupełnie przy okazji :) pragnę dodać, że najlepszą jaką znam.

Znajdziecie Ją tu. Dziewczyna czaruje z kwiatów. Zobaczcie sami.

I powiem Wam szczerze: do zdjęć tych bukietów wracam równie chętnie jak do tych książek!

006_Justyna_Wiesław

0045_Justyna_Wiesław

0046_Justyna_Wiesław-001

0044_Justyna_Wiesławfot. sweetmemory.pl

IMGP7345


Dodaj komentarz

polar bear

IMGP1410

Mała kartka, a na niej wypisane rzędy liczb. Codziennie wieczorem kolejna skreślona, każdego ranka liczenie ile jeszcze zostało dni do wyjazdu. Nie mogli doczekać się Polski. Samolotu, swojego mieszkania, Babć, Dziadka, Wiktora, Hani, Tosi. Najbardziej zaś przejażdżki tramwajem. Pojedziemy tu, pojedziemy tam, powiemy Im to, tylko żebyśmy nie zapomnieli powiedzieć o tamtym.

Długo nie przyjmowały do wiadomości, że samoloty latają w różnych kierunkach świata. I choć mieli okazję lecieć już też do Hiszpanii, to i tak dla nich każdy samolot na niebie leciał od zawsze do Polski. Kilka lat temu nasze dwuipółletnie dziecko po wylądowaniu (i po klaskaniu z okazji tegoż lądowania), stanęło na fotelu i krzyknęło na cały głos: A teraz wszystkie ludzie do Babci. Salwa śmiechu rozniosła się po samolocie. Polska-Babcia, to jakby jedno oznacza.

Zapięli pasy w samolocie. Pięciolatka wzniosła się w przestworza po raz szesnasty, trzylatek po raz dziewiąty, roczniak po raz trzeci.

Przed zaśnięciem pada stwierdzenie.

Mamo, wiesz tak sobie myślę, że jesteśmy jak polar bear! 

– Dlaczego jak niedźwiedź polarny?

– Bo on często się przemieszcza. A to dokładnie tak jak my.

O! o! Zawiało chłodem i to z Arktyki , więc zapytuję się uprzejmie:

Czy to dobrze, czy źle?

To dobrze!-odpowiada Pięciolatka.

Uff!