Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


4 komentarze

dwoje ludzi

Na jednej z naszych pierwszych randek wręczył mi książkę dla dzieci pod tytułem Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham autorstwa Sama McBratneya. Jedenaście lat później, a zaledwie dwa lata temu, postanowiliśmy sobie przysiąc przed Bogiem i w obecności naszych dzieci, dwójki, a właściwie trójki (o ile szum wód płodowych nie zaburzył odbioru temu trzeciemu), miłość na dobre i na złe, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Z okazji tego wydarzenia, i ja postanowiłam wręczyć mu książkę „dla dzieci”.

029_Justyna_Wieslaw(pp_w860_h572)

Dwoje ludzi autorstwa Iwony Chmielewskiej.

… a książka zaczyna się od słów:

Gdy dwoje ludzi żyje razem,

to jest im łatwiej, bo są razem,

i jest im trudniej, bo są razem.

032_Justyna_Wieslaw(pp_w860_h573)

041_Justyna_Wieslaw(pp_w860_h560)

(…)

Czasem ludzie łączą się

ze sobą na stałe

jak naczynie w klepsydrze.

Podczas gdy jedno z nich daje,

drugie przyjmuje.

A potem odwrotnie.

 

Niekiedy są sobie nieodzowni

jak maszt i żagiel.

Jedno bez drugiego traci sens,

a razem mogą odbywać

najdalsze podróże.

 

Ludzie mogą być też złączeni

jak kwiat i łodyga. 

Kwiat zachwyca swoim pięknem 

i zapachem, ale to łodyga

unosi go wysoko i dostarcza

wszystkiego, czego mu potrzeba. 

Bez niej kwiat szybko więdnie.

 

Mogą być też zespoleni jak dwa koła roweru

poruszające się zawsze w tym samym tempie

i w tym samym kierunku.

Kiedy z jednego ujdzie powietrze,

nie mogą już nigdzie razem jechać,

mimo, że drugie jest całe.

 

Gdy dwoje ludzi żyje razem,

bywa, ze mogą zrobić wszystko.

Nawet trzeciego człowieka.

001_Justyna_Wieslaw(pp_w860_h572)

Nie wiem czy zawsze będzie nam ze sobą łatwiej. Może przyjdzie taki czas, że będzie nam ze sobą trudniej. Staniemy się jak dwie osobne wyspy, jak dwa różne zegary, które obok siebie przeżywają ten sam czas. Może będziemy się unikać jak dzień i noc, a może będziemy jak dwa różne drzewa rosnące obok siebie, splecione korzeniami, ale jedno nie będzie mogło urosnąć wysoko w cieniu drugiego.

Nie mam pewności co nam życie przyniesie, mocno jednak wierzę w to, że będzie tak jak tego obydwoje będziemy chcieli.

Mówi się wiele o tym, ze nad miłością trzeba dużo pracować, pewnie tak. Ja myślę, że przede wszystkim trzeba ją sobie okazywać.

Bo miłość, taka odwzajemniona miłość, to same korzyści. Bo „bycie głęboko kochanym daje nam siłę, podczas gdy głęboka miłość do kogoś daje nam odwagę.” Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział.

Zatem siły i odwagi życzę nam wszystkim.

fot. sweetmemory.pl


2 komentarze

trójkąt bermudzki

Dobry wieczór,

Oj, długo mnie tu nie było. Mam wrażenie, że całe wieki. Gdzie byłam, gdy mnie nie było, zapytacie? Otóż wyobraźcie sobie, że wpadłam w Trójkąt Bermudzki… Nie, nie ten na Atlantyku, w rejonie Bermudów. Na pewno nie w ten, który powstaje w wyniku sporadycznych erupcji metanu. W ciut inny. W taki mój osobisty. Taki, który sobie sama urodziłam. Bermudzki – nie bermudzki? Jak go zwał, tak zwał – efekt jest ten sam. Jak w niego wpadniesz człowieku, giniesz. Nie ma cię … dla siebie i świata. Na próżno wysyłać innym listy gończe, z trudem dochodzą.

Sytuacja tragiczna – myślicie sobie. Albo szepczecie pod nosem to, czego Pani R. nie bała się wykrzyczeć na widok mnie z trojgiem Małych Ludzi w jednym wózku: Pani Justyno, Pani musi nie mieć swojego życia.

20150504_105856

Otóż niekoniecznie musi tak być jak Pani mówi. To zależy, którą metodę Pani obierze. Albowiem z tej sytuacji są dwa wyjścia… dokładnie tyle samo ile jest dane człowiekowi, gdy ten wpadnie w wir w jeziorze.

Gdy byłam małą dziewczynką pouczał mnie mój dziadek jak wyjść z takiej sytuacji cało. Mawiał: słuchaj Justyna co mam ci do powiedzenia. Jeśli znajdziesz się w centrum wiru i zostaniesz wciągnięta przez niego pod wodę, nie staraj się wypłynąć z niego za wszelką cenę,  bo to niemożliwe. Po kilku próbach, stracisz siły i utoniesz. Bez sensu. Bądź mądra. Opanuj panikę i poddaj się działaniu wody. Gdy dobijesz dna, wybij się od niego ku powierzchni. Tylko w bok, nie z powrotem w wir. Przeżyjesz.

Sytuacja znad jeziora wydała mi się dziwnie podobna do tej, w której znalazłam się jakieś półtorej roku temu. Przy trójce małych dzieci wpadłam w wir… pracy. Na szczęście na ratunek mi szybko skoczył mój mąż. Gdy już chciałam płynąć pod prąd wówczas przypomniała mi się rada mojego dziadka. Opanowałam panikę i poddałam się nurtowi. Mój mąż nie wydawał się tak zaskoczony tą sytuacją jak ja, widocznie zawirowania mu niestraszne.  Spokojnie wirowaliśmy razem, woda nas niosła, całkowicie się jej poddaliśmy. Było nam dobrze. Czasami tylko nam się w głowach zakręciło od nadmiaru wrażeń… ale nigdy na tyle, by chcieć płynąć w inną stronę.

I choć wciąż w wirze mnóstwa pracy i obowiązków… to mamy wrażenie, że dno już niedaleko,

za chwilę będziemy się od niego mogli odbić…

a to znaczy jedno, że przeżyliśmy to zawirowanie. I to razem.

Najlepiej jak umieliśmy.

Płyniemy dalej. Życzcie nam spokojnych wód.

Pozdrawiam

Mamafulltime

PS. dziękuję, że poczekaliście :)