Mamafulltime

Blog o życiu w Anglii. Pisany przez matkę trojga Małych Ludzi, prawdziwą koneserkę życia.


Dodaj komentarz

zobaczycie!

Obiecuję sobie, że jak będę duża, to znaczy, trochę większa niż jestem teraz, jak już dorosnę i kiedy będzie mi się wydawało, że już zjadłam wszystkie rozumy (a coś mi podpowiada, że to już niebawem)… Obiecuję sobie, że do moich dzieci i do dzieci ich dzieci, ani żadnego innego, któremu będę ciocią czy choćby sąsiadką nie powiem zdania zaczynającego się od ZOBACZYSZ.

… zobaczysz jak pójdziesz do szkoły…

… zobaczysz jak skończysz studia…

… zobaczysz jak zaczniesz szukać pracy…

… zobaczysz jak wyjdziesz za mąż/ożenisz się…

… zobaczysz jak będziesz miał(a) dziecko…

… z jednym to nic, zobaczysz jak będziesz miał(a) drugie…

… z dwójką to jakoś jeszcze można, zobaczysz jak będziesz miał(a) trójkę…

… zobaczysz jak po ciążach zmieni się twoje ciało…

… boli cię, zobaczysz co to prawdziwy ból dopiero przy porodzie…

… i moje ulubione…

Zobaczysz jakie życie jest trudne.

Obiecuję, że nie będę straszyć dorosłym życiem i macierzyństwem.

Drogie Dzieciaki! Jak chcecie coś zobaczyć, to rzućcie okiem na te zdjęcia. Ostrzegam! Nie pochodzą one z Wielkiego Świata, tylko z Małego Ogródka. Musicie wiedzieć, że ten pierwszy na rzecz tego drugiego porzuciałm w dniu narodzin pierwszego z Was. Zrobiłam to z rozwagą i bez przymusu. Za porozumieniem stron, mojej i Waszego Taty. I nigdy tej decyzji nie żałowałam.

IMGP1961 IMGP1954 IMGP1967 IMGP1969

Od tametgo czasu (z nielicznymi wyjątkami ) poruszam się w promieniu pięciu kilometrów od domu, nie dalej. A w sytuacji gdy chorujecie są to zaledwie dwa kroki od drzwi balkonowych.

… ale nie ubolewam z tego powodu, włosów z głowy sobie nie rwę, i nie szlocham w poduszkę.  W końcu nie piszę zza krat, tylko zza okien małego, białego i bardzo przytulnego angielskiego domku. Wybraliśmy go z Waszym Tatą, rezygnując tym samym z polskiego mieszkania i życia, które tam wiedliśmy. Zamarzyło nam się życie w takim układzie, że ja ogniska domowego pilnuję, a Wasz Tata drwa nosi. Przy takim założeniu oszacowaliśmy, że będzie ono łatwiejsze tu w Anglii.

I tak się stało. Wszystko dzięki naszej wspólnej pracy.

Za kilkanaście dni miną dokładnie cztery lata od kiedy przybyliśmy do wybrzeża tej Wyspy.

Nie mamy żadnych wątpliwości, to był dobry wybór i nasze najpiękniejsze lata… choć nie najłatwiejsze (bo nie mamy tu nikogo na co dzień do pomocy, a i od święta rzadko).

Ale co ja Wam będę opowiadała, trochę pożyjecie to sami ZOBACZYCIE… (żartowałam) :).

Mama.

 

 

 

 

 


5 komentarzy

Virginia Water Lake

Moi Drodzy. Kilka miesięcy temu pozwoliliście mi zaprosić się na spacer po angielskim polu lawendowym. Za co jestem Wam ogromnie wdzięczna. Dziś pragnę porwać Was w inne miejsce. Będzie mniej różowo fioletowo niż ostatnio, ale też kolorowo. Obiecuję.

Zapraszam na spacer po Virginia Water. Uprzejmie tylko wycieczkę informuję, że tego tytułowego lake (jeziora), to będzie jak na lekarstwo. Za co już mnie zresztą ukarali poprzedni wycieczkowicze. Na koniec dostałam od Nich z liścia. Wyobrażacie to sobie?

Oddałam. Bo jak mówi znane przysłowie: kto liściem wojuje, ten od liścia ginie. Czyż nie?! ;)

Virginia Water11-IMGP162312-IMGP165419-IMGP171318-IMGP170817-IMGP170201-IMGP154516-IMGP168815-IMGP168714-IMGP168110-IMGP161407-IMGP157905-IMGP157503-IMGP156402-IMGP1551

 

 

 

 


Dodaj komentarz

ważne słowa

Córeczko,

Wczoraj poprosiłaś mnie, żebyśmy zadzwoniły do T., bo masz w głowie słowa, które musisz jej powiedzieć. Kiedy zapytałam Cię, czy nie mogłybyśmy tego spotkania na Skype przesunąć na jutro, odpowiedziałaś, że nie.  Albowiem jutro to Ty bedziesz miała już w głowie inne słowa, nie te same, które masz dzisiaj… a te są bardzo ważne i chcesz, żeby to je usłyszała Twoja przyjaciółka.

Siedzę sobie dziś tak nad tą klawiaturą i rozmyślam o tym co powiedziałaś. Dochodzę do wniosku, że Ty dobrze gadasz. Że ważnych spraw i wielkich słów nie powinno odkładać się na jutro. Że nimi należy się dzielić, bo tylko wtedy są w stanie opuścić nasze głowy, i tym samym uczynić w nich miejsce kolejnym myślom.

Ja też mam dziś w swojej głowie takie słowa, którymi muszę podzielić się tu i teraz. Te słowa to: JESTEM Z CIEBIE DUMNA LAURO. Pięć tygodni temu, w wieku czterech lat i czterech miesięcy rozpoczęłaś  naukę w angielskiej szkole. Poszłaś do niej z radością i odważnie, nie roniąc przy tym żadnej łzy. Czerwone rumieńce na Twoich policzkach zdradzały tylko fakt, że sześciogodzinny dzień w nowym miejscu, z nowymi nauczycielkami, zupełnie nieznanymi Ci dziećmi, i z angielskim w tle, to nie lada wysiłek dla Małego Człowieka, którym bez wątpienia wciąż jesteś.

Dziś odbyła się uroczystość Tie Ceremony, gdybyśmy byli w Polsce pewnie powiedzielibyśmy pasowanie na ucznia. Stałaś na środku sali razem ze swoimi nowymi przyjaciółmi, równie dzielnymi jak Ty czterolatkami/pięciolatkami. Twoja „buddy” z „Year 6” nakładała na Twoją szyję czerwony krawat, a ja z tatą i Twoimi braćmi się temu bacznie przyglądaliśmy. Pomimo tylu oczu skierowanych na Ciebie z sali potrafiłaś znależć odwagę w sobie, by odszukać nas wzrokiem, uśmiechnąć się i pomachać. Wygladałaś na bardzo szczęśliwą dziewczynkę.

Staliśmy dumni, wzruszeni i równie szczęśliwi. Jesteś naszą wielką radością.

I choć jutro, i każdego kolejnego dnia będę pewnie miała w głowie te same słowa. To fakt, że to dzisiaj je napisałam czyni mnie bardziej spokojną.

Mam jeszcze dziś dwa ważne słowa w swojej głowie dla Ciebie i Twoich Braci. Gdy pójdę po raz kolejny przykryć Wasze odkryte podczas snu stopy, wyszepczę je Wam do ucha.

To był piękny dzień. Wielkie dzięki.

Mama.

 

 


Dodaj komentarz

przedszkole po raz ostatni

Dwa lata temu było przedszkole po raz pierwszy. Dziś było przedszkole po raz ostatni. Dużo się wydarzyło i wiele się zmieniło przez te lata. Przybyło kilkanaście centymetrów wzrostu i powiększyły się do nieprawdopodobnych rozmiarów zwoje mózgowe. Neurony utworzyły sieci, po których sygnał jest prawidłowo przesyłany. Wydaje się, że Maria Montessori w tym przedszkolu znalazła godne następczynie. Dodatkowo dziecko stało się dwujęzyczne, chociaż bardzo się przed tym broniło: nie chcę mieć dwóch języków w buzi.

Laura lubiła to miejsce, ale dziś je opuszczając powiedziała z radością, że cieszy się, że idzie do szkoły. Co też dobrze świadczy o tym przybytku, bo znaczy, że Ją na kolejny etap życia dobrze przygotował. Za kilka tygodni jako czterolatka zacznie angielską szkołę. Nowy budynek, nowe panie, nowi znajomi. Duże wyzwanie dla Małego Człowieka.  I wiele chwil wzruszeń dla rodziców.

W przedszkolu zdążył się przez ostatnich sześć miesięcy zadomowić także Jan. Zaczął przedszkole w dniu narodzin swojego młodszego brata. Był niezwykle dzielny, a ja ogromnie z Niego dumna. Teraz czas by i Jemu języki wyrosły ;)

To przedszkole to był dobry wybór. I nie metoda nauczania mnie w tym utwierdza, tylko Ich uśmiech na twarzy i zaszczepiona ciekawość świata.

A teraz pora na zasłużone wakacje. Dla wszystkich.

Szykujemy się.

1-IMGP8984


Dodaj komentarz

olejek lawendowy

IMGP0110

Weź do ręki duży słój. Umieść w nim dobrze zasuszone kwiaty lawendy. Następnie zalej je oliwą z oliwek. Słój dobrze zakręć i zostaw w nasłonecznionym miejscu na okres 2-6 tygodni – obiecuję Ci, że w tym czasie substancje aromatyczne z rośliny przenikną do oleju. Potem przy pomocy gazy pozbądź się resztek lawendy z oleju. Uzyskany olejek lawendowy (Oleum Lavandulae) przelej do ciemnej butelki.

Skrop kilkoma kroplami poduszkę dzieci, jeśli nie im to z pewnością Twojemu Mężowi ułatwi to zasypianie ;) Gdybyśmy chcieli zbadać zapis fal EEG mózgu takiego delikwenta po inhalacji olejkiem to wynik byłby prawdobodobnie charakterystyczny dla relaksu i poczucia komfortu.

 

IMGP9962

IMGP0090

IMGP0001

IMGP9991

Olejek lawendowy można także stosować bezpośrednio na skórę, dodawać do aromatycznej kąpieli, a także używać do relaksacyjnego masażu. Posiada on również szerokie działanie lecznicze. Działa przeciwbakteryjne i przeciwzapalnie, może być stosowany w przypadku oparzeń skóry czy skaleczeń (ułatwia gojenie się ran), a także w pielęgnacji cery trądzikowej (zapobiega powstawaniu blizn) czy w leczeniu łuszczycy.

Główne składniki chemiczne olejku eterycznego lawendy (wspólne dla różnych odmian) to: linalol (20-60%), octan linalolu (40-50%, warunkujący przyjemny zapach), lawandulol, β-kariofilen, terpinen-4-ol, 1,8-cineol, β-ocimen, kamfen.

 

źródło: http://naukadlazdrowia.pl/lawenda-i-olejek-lawendowy

 


9 komentarzy

lawendowe pole w Anglii – lavender field

Czasami dzieje się tak, że budzą się w człowieku jakieś pragnienia. Nie wiadomo skąd, dlaczego i po co. Tak było u mnie z polami lawendowymi. Obudziałam się któregoś pięknego poranka (kilka lat temu!) i pomyślałam sobie, że byłoby miło je kiedyś zobaczyć. Kilka dni temu rzuciałm się w czeluście Internetu w celu ich znalezienia. Prawie wszystkie łącza prowadziły do Prowansji, z wyjatkiem jednego, które zaprowadziło mnie tu. Mayfield Lavender znajduje się zaledwie półtorej godziny od mojego domu, i tylko 20 km od Piccadilly Circus. Uwierzycie?

Zapraszam Was na spacer po angielskim polu lawendowym. Mam nadzieję, że będzie to uczta dla Waszego oka, bo dla mojego bez wątpienia była.

IMGP9954

IMGP9975

IMGP0147

Czego możecie się spodziewać odwiedzając to pole? Z pewnością fioletu, bez wątpienia lawendowego zapachu. Możecie także liczyć na pyszną lemoniadę i ciasteczka z dodatkiem – nie zgadniecie ;) – lawendy, jak i na burgera, któremu niestety oszczędzono tego dodatku. Wszystko to dostepne w barze przy polu.

IMGP9860

Czy warto wybrać się tam z dzieckiem? Tak! można nawet z trojgiem :). Warunek jeden. Dobrze byłoby, żeby żadne z nich nie było uczulone na jad pszczeli, bo musicie wiedzieć, że są tam tych owadów tysiące. Nie wydają się być zainteresowane człowiekiem, ale ja na wszelki wypadek wolałam uzbroić się w preparat je odstraszający, jak i krem po ukąszeniu. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach.

Dla naszych dzieci największą atrakcją okazał się traktor, na którego przyczepie można było się przejechać. Z leżenia w lawendzie też wydawali się być bardzo zadowoleni.

IMGP9903

IMGP9972

IMGP0165

IMGP9866

Na co jeszcze musicie się przygotować? Na tłumy  turystów, szczególnie jeśli zamierzacie się tam wybrać w weekend. Pole szczególnie upodobali sobie turyści z Azji, zresztą ku mojej uciesze. Jest coś w ich zachowaniu i w wyglądzie co niezywkle mnie urzeka.

Pole lawendowe jest miejscem, w którym można się – z całą pewnością – wyżyć artystycznie. Odbywa się tam wiele sesji fotograficznych. Młode Pary, kobiety w ciąży, matki z trójką dzieci ;), dziewczyny niektóre ubrane w przepiękne suknie, inne trochę bardziej przebrane niż ubrane, prężą się do obiektywów swoich aparatów lub telefonów. Jedni skaczą nad lawendą, niektórzy stoją na głowie w lawendzie. Wszystkie ruchy wydają sie być dozwolone, z wyjątkiem jednego, nie można zrywać kwiatu lawendy. Bukiety, kosmetyki i inne gadżety można kupić w sklepie przy polu.

IMGP0141

Zobaczcie jakie kwiatki udało się mi uchwycić w moim obiektywie.

IMGP9868

IMGP9977

IMGP9987

IMGP9982

IMGP9978

IMGP0124

 

IMGP0122

Jeśli planujecie się tam wybrać jeszcze w tym roku, to najlepiej zróbcie to do końca sierpnia (lawenda kwitnie od czerwca do października). Szczerze polecam!

Niech fiolet będzie z Wami ;)

Justyna aka Mamafulltime

 


2 komentarze

w drodze

Zacznie się bardzo niewinnie.

Najpierw była tapeta na ścianch w małe różowe kwiatki i meblościanka na jednej z nich. Co dwa dni misie i lalki zmieniały swoje miejsce na półce.

Później wraz z nadejściem buntu młodzieńczego jedna z nich przybrała barwę ciemnoniebieską, a meblościanka została rozebrana na części.

Z odejściem okresu buntu te same ściany  nabrały kolorów słońca, dwie wschodzącego:  żółtego, dwie zachodzącego: pomarańczowego.

Z nadejściem miłości, już inne ściany, innego mieszkania, pokryła gorąca czerwień (kupiona z rabatem u kuzynki) i zawisł na niej obraz własnego pomysłu. Szaleństwo.

Później pojawiło się w tym związku światełko na przyszłość.

Nowe miasto.

Apartement z dozorcą. Z fontanną. Z sąsiadami, których nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć, bo swoimi limuzynami wjeżdżali do podziemnego garażu a pózniej windą do swojego nieba.

Niby jak w raju, choć trochę jak w piekle. Tak mocno słońco grzało taras, cały ze szkła.

Za gorąco. Za wysoko. Aż strach.

Następnie centrum wielkiego miasta. Przy wejściu jakby dozorca, ale nie pod krawatem, z całą pewnością pod wpływem. Sąsiedzi wracają do domu, o czym dają znać skrzpiące  schody.  Leżymy na drewnianej podłodze, i nie możemy się nadziwić, że sufit tak daleko. Że tak dobrze. Że to tu. Że to to.

DOM.

Dziewięć miesięcy później wprowadza się do nas kuchnia w stylu prowansalskim. Potem łóżeczko. Czekamy na stół. Ten jednak się tam zadamawia na dobre dopiero po naszej wyprowadzce.

Nowy kraj.

Mince pies i butelka wina na stole. WELCOME. Sufit nisko. Carpet przykrywa podłogę. Ale najważniejsze są… dobre fluidy. Chwilę później trzy łóżeczka dziecięce z trudem zaczynają się mieścić. Przeprowadzka z niemowlakiem na ręku.

Na drugą stronę ulicy.

A tam dom. Z ogrodem, w którym można przewietrzyć sobie głowę. Ze schodami, na których można stracić kilogramy. Z garażem, który mieści wszystko, tylko nie samochód. Z kątem, na który po tylu przeprowadzkach zasłużyło pianino. Z łóżkiem, które mieści pięcioosobową rodzinę.

Idealny.

IMGP9220

Na jak długo?

Na chwilę. Może dwie.

Z pewnością na kolejne dziewięć miesięcy.

A potem może znów złapiemy się za ręcę i załadujemy dom na tira. Pognamy w świat.

Bo czy to ważne gdzie? Najważniejsze z kim.

IMGP9247